W końcu wiemy, że nie jesteśmy sami.
Autor: Renato Galeotti, rybak przybrzeżny, Włochy
Voices from the Sea to seria artykułów, które przedstawiają punkt widzenia rybaków małoskalowych zaangażowanych w kampanię Make Fishing Fair. Co miesiąc jeden z rybaków podzieli się swoimi doświadczeniami z pracy na morzu, realiami rybołówstwa na małą skalę w swoim kraju oraz tym, co musi się zmienić, aby zapewnić sprawiedliwą i zrównoważoną przyszłość rybołówstwa w Europie.
Nazywam się Renato Galeotti i od 2013 roku jestem zawodowym rybakiem w Vada. Nie pochodzę z rybackiej rodziny i nie mam osobistej historii związanej z morzem.
Do 15 lat temu moje życie dzieliło się między pracę jako menedżer sprzedaży w firmie papierniczej a czas poświęcony inicjatywom społecznym i środowiskowym, które zawsze były głównym punktem mojego życia. Naleжу do pokolenia, które od wczesnych lat 90. wierzyło, że świat można zmienić od dołu za pomocą serii małych, codziennych gestów.
Na początku lat dwuliściennych z żalem zdałem sobie sprawę, że świat nie zmierza w takim kierunku, jakiego mieliśmy nadzieję, i poczułem, że coś musi się zmienić – zarówno w moim podejściu do ekologii, jak i, w konsekwencji, w moim życiu. Tak narodziła się idea dbania o dobro wspólne – morze – oraz bliskiej, codziennej współpracy z nim, dołączając do grupy ludzi, którzy bardziej niż ktokolwiek inny stają codziennie twarzą w twarz z zarządzaniem tym wspólnym dobrem: rybaków.
Moja żona odbyła tę podróż wraz ze mną i wspólnie zdecydowaliśmy się przeprowadzić do Vady we Włoszech, gdzie mogła kontynuować swoją pracę jako nauczycielka szkoły podstawowej.
Zintegrowanie się ze światem rybaków z Vady nie było trudne, zwłaszcza że wielu starszych rybaków “zaadoptowało” mnie i uznało, że moje podejście do morza było takie samo jak szacunek, którego nauczyli się od swoich rodziców i dziadków, którzy byli rybakami. Rzeczywiście: szacunek dla środowiska nie jest wynalazkiem ekologów trzeciego tysiąclecia, ale był normą, kiedy rybakarze odziedziczyli morze po swoich przodkach i przekazali je swoim dzieciom, ufając, że będą kontynuować ich pracę.
Coś pękło w relacji między rybakami a morzem, a stało się to wtedy, gdy ryby przestały być uważane za źródło pożywienia głównie dla społeczności przybrzeżnej, a stały się towarem handlowym jak wiele innych. Wysiłek połowowy gwałtownie wzrosł, a dotychczasowa równowaga została zaburzona. Z tego powodu od samego początku postanowiłem przeznaczyć moje połowy dla wybranej grupy “miłośników ryb”, którzy wraz ze mną realizowaliby projekt rybacki zdolny szanować rytmy i zdolności regeneracyjne morza. Innymi słowy: nie mam klientów, lecz ludzi, którzy dzielą ze mną projekt poprzez zakup ryb.
Moje lata aktywizmu społecznego i ekologicznego pozwoliły mi poznać niezliczone osoby kierujące się moimi poszukiwaniami sposobów wpływania na rzeczywistość, w tym poprzez zachowania konsumenckie, a osoby te szybko stały się “wspólnotą odniesienia” dla mojego połowu. To ludzie, którzy gromadzą się w grupy i mieszkają w miastach lub miasteczkach niedaleko Vady. Trzy popołudnia w tygodniu przywożę poranny połów, zazwyczaj w poniedziałki, środy i piątki. Nie ma wyboru: dzielę dzisiejszy połów między tych, którzy złożyli zamówienie z wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę oczywiście preferencje każdego. Ale na tym wybór się kończy; nie można po prostu wskazać jednego lub dwóch gatunków ryb i otrzymać tylko tych.
To podejście zadziałało, więc w krótkim czasie włączyłem do tego projektu innych rybaków z Vady i zacząłem dostarczać również ich połowy. Naturalnie projekt ma bardzo konkretne zasady: łowimy wyłącznie za pomocą sieci skrzelowych; nie używamy sieci o małych oczkach, mimo że prawo na to pozwala, oraz szereg innych środków zmniejsza wpływ na morze. Warto zauważyć, że w ten sposób nigdy nie wyrzuciłem ani jednej ryby.
Cena sprzedaży mojej ryby jest niższa niż ta, którą zazwyczaj spotyka się na rynku świeżych ryb, i jest to mała nagroda, jaką otrzymują ci, którzy biorą udział w moim projekcie w zamian za rezygnację ze swojego wyboru.
Ten sposób “bycia na morzu” z pewnością przyczynił się do zacieśnienia więzi między nami, rybakami. W 2021 roku postanowiliśmy założyć stowarzyszenie, które zrzesza wszystkich rybaków z Vady, a którego misją jest między innymi podnoszenie świadomości na temat naszego morza, przekazywanych od wieków technik połowowych oraz promowanie szacunku dla środowiska. Co roku dziesiątki, a może setki dzieci ze szkół podstawowych przychodzą nas odwiedzić i poznać naszą pracę.
Około roku temu powołaliśmy sieć stowarzyszeń pod nazwą “Komitet Ochrony Ławic Vada”. Odcinek wybrzeża koło Vada ma wyjątkowe cechy: to morze bogate w różnorodność biologiczną, o które trzeba dbać i które należy szanować. Utworzenie tego komitetu jest z pewnością ważnym krokiem, ale teraz trzeba go wdrożyć.
Żyjemy w trudnym momencie historycznym, w którym walce o środowisko sprzeciwia się wielu interesariuszy o różnych interesach, dlatego teraz bardziej niż kiedykolwiek musimy się połączyć i zjednoczyć nasze siły, nie dając się podzielić naszym różnicom.
Rola stowarzyszeń, które łączą środowisko i codzienną pracę, jest bardzo ważna, a w szczególności uważam, że kampania Make Fishing Fair jest punktem odniesienia dla nas wszystkich: w końcu wiemy, że nie jesteśmy sami.

